poniedziałek, 27 stycznia 2014

Eripe & Quebonafide - "Płyta Roku" - recenzja

Wypuścić płytę zaledwie kilka godzin przed Sylwestrem i nazwać ją „Płytą Roku”… No proszę, ciekawe rozwiązanie. Oto dwaj uznani gracze z podziemia, zyskujący coraz większy rozgłos, w żywe oczy kpią z polskiej sceny, insynuując, że najlepszy album, jaki ta wydała w 2013 roku, wyszła dopiero 31 grudnia…. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zweryfikować ten śmiały pogląd. 




Co więc powstanie, gdy połączymy ze sobą inteligentne, znakomicie techniczne jazdy Quebo i brutalną, nie uznającą żadnych świętości stylówę Eripe? Odpowiedź: bezlitosna kanonada najwyższej jakości punchline’ów. Tutaj nie ma żartów, każdy kawałek (wyłączając intro i outro) przepełniony jest wersami ostrymi jak brzytwa, a co najlepsze – bezbłędnie skonstruowanymi. Mnóstwo nawiązań + nie mająca chyba granic wyobraźnia w kleceniu wersów… Szczególnie widoczna w przypadku kawałków z narzuconym tematem – „Panczeon”, „Modern Warfare”, „Jeruzalem”, „Breaking Bad”, „Łysy z Brazzers” (swoją drogą, ciekawy przekrój tematów…) Co powiecie na feerię punchline’ów i nawiązań do greckiej mitologii? Połączenie odwołań do mistyki i religii ze złowrogim bragga? Wersy nawiązujące do jednego z najbardziej utytułowanych seriali ostatnich lat? Dość powiedzieć, że przy żadnej płycie nie miałem takich problemów, jeśli chodzi o uzupełnienie rubryki „Najlepszy wers” na końcu recenzji. Niemal niemożliwością jest wskazanie, który wers jest najbardziej pomysłowy czy najbardziej celny – niech to będzie świadectwem ultrawysokiego poziomu obu raperów. 

Dodatkowo technicznie Panowie uzupełniają się znakomicie. Obaj śmigają po podkładach z ogromną energią pewnością siebie. Naprawdę ciężko zadecydować, który z MC wypadł lepiej – nawet jeśli Quebonafide absolutnie zmiażdżył przyspieszeniem w „Prowo” (dodatkowy big props za wymówienie znanego językowego łamacza o rewolwerowcach… w podwójnym tempie), tak Eripe w tym samym tracku równie zdumiewająco popisuje się aliteracją (Chcą hałas za chałturę, nie schodzi im chara z ryji/Ja Hattori Hanzo, oni hańbią się – harakiri), a potem asonansami w „Modern Warfare” (Pozostawiam ciała w ranach, jak katana samuraja)….

Do nawijki takiego kalibru potrzeba odpowiednio mocnego akompaniamentu. I tutaj producenci – SoDrumatic, NoTime, Foux, Szur, Lanek, Fuso, Adamo, EljotSounds – stanęli na wysokości zadania, przygotowując wysokiej jakości produkcje, w większości idealnie współgrające z punchline’ami MC’s. Mamy tu epickie bangery - „Panczeon” i „50 linijek normalności” od Fuso, ultraciężki, elektroniczny sztos - „Modern Warfare” NoTime’a, rockowe pierdolnięcie od Fouxa w „Jeruzalem”, orientalne rytmy dedykowane Johnny’emu SInsowi aka Łysemu z Brazzers oraz Walterowi White’owi (brawa dla Fouxa za zbudowanie świetnego beatu wokół czołówki „Breaking Bad”!)

Jak zwykle jednak, nie jest perfekcyjnie. Przede wszystkim, intro i outro wydają się absolutnie zbędne. Szczególnie outro, modyfikujące sample ze słynnego „Straight Up” Pauli Abdul, brzmi po prostu nijako. Frapujący jest dla mnie podkład „El Condor Pasa” – srogi, potężny banger, gwarantowany killer koncertowy, w momencie refrenu urywa się, by przejść do spokojnego, łagodnego, hipnotyzującego brzmieniem fletu sampla ze słynnej piosenki Simona i Garfunkela, od której track wziął swój tytuł. Rozwiązanie cokolwiek dziwne. Czasem też głos Quebo przechodzi w nieprzyjemny skrzek, jak na początku zwrotek w „Prowo” (ok, tam to akurat specjalnie) czy „El Condor Pasa”. Zupełnie też nie podoba mi się „tonący” w podkładzie hook „Breaking Bad” w wykonaniu Quebo właśnie… 

Podsumowując – wszyscy fani agresywnego, inteligentnego bragga bez żadnych hamulców – zapewne znacie ten album już na pamięć, napiszę jednak: ten materiał jest dla Was istną ucztą dla uszu. Jeden z lepszych krążków (?) jaki miałem okazję usłyszeć w roku 2013. Także jeden z niewielu albumów, w którym nie przeszkadza mi długość – niecałe pół godziny, ale za to jak intensywne! Gdyby dołożyć więcej kawałków w tych klimatach, album ten stałby się po prostu recitalem braggadoccio, na dłuższą metę męczącym. A tak – te 11 kawałków to proporcja niemal idealna. Czy rzeczywiście to płyta, która zjadła, przeżuła i wypluła rok 2013 bez żadnych problemów? Tutaj polemizowałbym. Niemniej, Eripe i Quebo znaleźli się bardzo blisko tronu. 

Najlepszy wers: „Nie chcę kłamać, od problemów wolę uciec, bo/ Kręcę chujowo, ale biegam szybko #Uwe Bolt” – „Breaking Bad”

Najlepszy kawałek: „Panczeon”

Najlepszy beat: „Modern Warfare”

Ocena: 8/10

Album do pobrania tutaj.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza