piątek, 6 grudnia 2013

Te-Tris & Pogz - "Teraz" - recenzja

Kawał czasu kazał Te-Tris czekać na kontynuację słynnego „Lotu”. Solowy album rapera z Siemiatycz zebrał skrajnie różne opinie. Jedni wychwalali krążek pod niebiosa, drudzy wyraźnie byli rozczarowani „konceptualnym” dziełem  Teta, uważając go za obniżenie lotów… Ja uważam, że to świetny, szczery materiał, nawet jeśli spajająca go klamra w postaci skitów z Tetem jako pilotem jest – delikatnie mówiąc – taka sobie. Teraz zaś Te-Tris prezentuje wraz z Pogzem z Białegostoku …. „Teraz”, następcę „Lotu”. Jak więc wypadł nowy materiał? Czy jest tak samo, czy mniej lotny? Czy leci z nami pilot? Zapraszam do recenzji.


Pod lupę weźmy wpierw produkcję. Tet i Pogo postawili na zwiewne, świeże, nowoczesne, elektroniczne produkcje (jednak nie w zupełności, częstują nas też klasycznie brzmiącymi, samplowanymi jointami – posłuchajcie „Fejm” czy „Polywood”). Panowie zaangażowali w nagrania okazałe spektrum producentów, na czele z Młodym G.R.O. i BobAirem, którzy odpowiadają za gro podkładów. Obok nich owoce swej muzycznej wyobraźni dostarczyli Welon, Nerwus, Starq i TMK Beatz. Interesującym jest fakt, że większość beatów na „Teraz” jest efektem pracy nie jednego, ale kilku producentów naraz. To bardzo dobre rozwiązanie – co dwie głowy, to nie jedna, i znać, że „Teraźniejsze” beaty to rezultat burzy mózgów, kombinowania nad każdym dźwiękiem, każdym kickiem i snare’em, dorzucania i odrzucania rozmaitych „smaczków”. Każdy beat tego albumu można uznać za dobry albo zły, w zależności od upodobań -  ale na pewno nie można powiedzieć, żeby jakiś podkład był niedopracowany, zrobiony na odwal się. Skoro więc ustaliliśmy, że technicznie podkłady są bez zarzutu – jak wypadły w opinii słuchacza, czyli mnie? 

Cóż… niestety bywa różnie. Nie mam naprawdę nic przeciwko elektronice, nowoczesności czy innych cloudrapach (choć przyznaję, że wychowałem się na starym, dobrym, korzennym beatmakingu i samplach z Jamesa Browna)  – ale szczerze wolałem Teta na „Lotnych” beatach. Nie chodzi o to, że Te-Tris radzi sobie na produkcjach „Teraz” źle – przeciwnie, Adam leci na dziełkach Welona czy BobAira jak złoto, notując zauważalny progres – po prostu dla moich uszu obok produkcji znakomitych i „w porządku” są tu kawałki słabe bądź sztuczne i nieciekawie. 

Zacznijmy wpierw od tych bardzo dobrych – tu laur zwycięzcy wręczam BobAirowi za wspaniałe „solowe” produkcje. „Ciąg Dalszy” to cudowny, „rześki” beat, znakomicie pasujący do  nostalgicznej atmosfery kawałka, dodatkowo ubarwiony fantastycznym samplingiem – coś pięknego. Mój ulubiony kawałek -„Mantry” to druga perła, esencja  tego typu produkcji, który nazywam „refleksyjnym” – przebija go jedynie fantastyczny beat do „Dzieci Czasu” (gdyby nie ten autotune na początku, byłaby perfekcja…) . „Mam” to potężne bujanie, wzbogacone uderzeniami gitary elektrycznej. Ponownie po gitarę BobAir sięga, wzbogacając oparty na pianinie beat „Chwilove”…. Beat, za który urywam Boberowi nieco liści z wieńca, bowiem to jeden z najmniej lubianych przeze mnie podkładów całej płyty. Motyw klawiszowy jest monotonny, Rzeznik (który ma fajny głos, nie przeczę) daje słabiutki refren…. Nie widzę też sensu w podzieleniu „Chwilove” na dwie części. Poza Bober-co-za-beatami świetnymi produkcjami są bardziej klasyczne, stylowe „Fejm” oraz bujający (te klawisze!) „Polywood”.

W kategorię Takie Sobie Podkłady muszę wrzucić kawałek, który osobiście lubię, jeśli chodzi o tekst – „Halun”  - z dobrymi wersami Pyskatego, ale nieciekawym podkładem. O „Chwilove” już wspomniałem, na następny ogień idzie „Lunatyka” – jest fajnie, rytmicznie, ale nijak pasuje do tekstu, często i gęsto wspominającego postaci z horrorów…. „Ludzie” z fatalnym refrenem i zwrotką Grubsona (nieomal zadławiłem się ze śmiechu, słysząc wersy takie jak Bo wśród parchów wspólna pasja od kołyski aż po grób) z kolei prezentuje beat pompatyczny, z rozmachem, który jest całkowicie dla mnie niezrozumiały… Wrzuciłbym też do tej kategorii „Ciary”, gdyby nie absolutnie wspaniałe skrzypce Łukasza Sylwestrzaka, które ratują cały kawałek.

Teksty. W tym aspekcie album wypada co najmniej bardzo dobrze, jednak…. Mogło być lepiej. Cieszę się, że Tet postanowił znów zaprezentować mocarne skillsy w grach słownych – już wprowadzające „Dzieci Czasu”to istna kanonada dwuznacznych, znakomicie skonstruowanych słownych gier (A Lot? Lot oddalił mnie od mojej Sodomy…) Dalej, w podobnym guście utrzymane są choćby „Lunatyka” (To niech się patrzy ścierwo, jak się rozkłada beef/ Noc na smętarzu dla zwierzaków; Adam King- na pierwszy rzut oka rymy dziwaczne i wymuszone, ale jak się przyjrzeć bliżej….) i „Polywood”, gdzie atakuje nas feeria zgrabnie wplecionych w tekst tytułów filmów. Myliłby się jednak ten, który sądzi, że jedynie na liryczne popisy można liczyć, włączając ten album. Sporo tu też tryumfalnych pieśni – m.in. o odrzucaniu strachu (Wszak „Czego mamy się bać?”), o miłości do muzyki („Chwilove”)… W „Halunie” wysłuchać możemy znanych, ważnych, ale przyznać trzeba - wyświechtanych rad typu „myśl o sobie dobrze, a ludzie będą tak myśleć o tobie”… Znajdą się i opowieści z życia („Ciary”) obligatoryjna „demaskacja” kariery rapera w Polsce („Fejm”), bragga („Lunatyka”) oraz garść życiowych refleksji („Mam”, „Mantry”)… Mamy do czynienia więc z typową mieszanką, ale skonstruowaną wcale nieźle. 

To fajnie, jednak…. Nie potrafiłem wciągnąć się w warstwę tekstową tak samo, jak gdy słuchałem „Lotu”. Dobrze w swej recenzji określił to Mateusz Natali z Popkillera – „Lot” to 100%  emocji, wypluwania duszy w wersach, szczerości, „Teraz” natomiast – jakby Tet postawił bardziej na dopracowanie i pieczołowite szlify, nie skupiając się tak bardzo na chwytaniu i przekazywaniu w kawałkach żywych emocji. Szczerze przyznam, że życiowe przemyślenia Teta i Pogza nie uderzyły u mnie w żadną strunę, nie ruszyły mnie żaden sposób – najbliżej osiągnięcia tego stanu były „Strachy”, których tekst  naprawdę mi się podoba. Niestety jest on tylko wyjątkiem, i obok wspomnianych słownych popisów obu MC’s nie znalazłem w warstwie tekstowej „Teraz” więcej powodów do ultrazachwytu.

Hm, niegrzeczny jestem, skupiając się w poprzednich akapitach głównie na Te-Trisie. Wszak „Teraz” to dzieło nie tylko jego, ale także jego przyjaciela i hypemana Pogza, szerszej publiczności znanego z MixEpki „Wietrzenie Magazynków” i projektu „Nic Nowego” z EsDwa. Wspominanie o Pogo dopiero pod koniec recenzji jest dużym dysrespektem mojej strony… problem w tym, że tak naprawdę nie da się inaczej. Bowiem „Teraz” to materiał w większości zdominowany przez Te-Trisa, dysponującego lepszym głosem, techniką, przekazem emocji. Pogz zdaje się „tym drugim”, a nie pomaga mu fakt, że rymuje w sposób jednostajny i – cóż – posiada irytujący, bardzo „młody” głos. Na pocieszenie jednak dodam, że tekstowo Pogo miejscami przewyższa kompana – dobrym przykładem jest pierwsza zwrotka „Mantr”.

Ogółem – „Teraz” trochę mnie rozczarowało. To solidny materiał, produkcyjnie  i lirycznie godny uznania - trochę blednący jednak, gdy postawić go przy legalnym debiucie Teta sprzed dwóch lat. Niemniej materiał - choćby dla samych lirycznych skillsów obu panów - godny jest posłuchania. Niekoniecznie teraz, w tej chwili, ale później – w sam raz.

A, na sam koniec: dołączam się do orkiestry ludzi skandujących, że „Fly or Fly” (bądź, jak kto woli, „FLAJORFLAJ” ) to głupie hasło i Beka Będzie Z Niego Grana Zawsze. 

Najlepszy kawałek: "Mantry"

Najlepszy beat: "Ciąg dalszy"

Najlepszy wers: "Daj czerstwy chleb, zjedzmy zęby na życia gardle/Kochaj, nienawidź, byle kurwa naprawdę" - Te-Tris, "Ludzie"

Ocena: 6/10






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza