poniedziałek, 15 października 2012

Brother Ali - "Mourning in America and Dreaming in Color" - recenzja

„Kaaba z bliska wygląda jeszcze bardziej zachwycająco niż na zdjęciach czy filmach. Stoję wśród milionów wiernych, w niezliczonej rzeszy ludzkich istnień, patrząc na majestatyczny, lśniący blok Świątyni czarnego Kamienia. O Allahu, jak blisko Ciebie dziś jestem. Dopełniło się – jak każdy muzułmanin powinien, stoję w końcu przed Tobą. I czuję spokój. Spokój, jakiego nie czułem przez te ostatnie trzy lata. Tak pełne bólu, tak pełne szaleństwa… Żyję w świecie, którego nie mogę pojąć, w którym niewinni cierpią, a ci, którzy dzierżą władzę, korzystają z niej, by ciemiężyć słabszych. O Allahu, mam tyle pytań, tyle do opowiedzenia. Czy zechcesz mnie wysłuchać…?”

Być może tak myślał Brother Ali podczas swojej niedawnej pielgrzymki do Mekki. Mogę tylko przypuszczać, jak wielki miała ona wpływ na jego nowy album, z którym powraca po trzech latach od wydania „Us”. Oto „Mourning in America, Dreaming in Color”. Czy warto było czekać? Czy płyta spełnia oczekiwania? 


Tak. I jeszcze raz tak. Na tej płycie znajdziecie wszystko, za co kochacie Braciszka „Foresta Whitikera” Alego. Niezwykła charyzma, śpiewne flow, pewnie i z werwą krążące po bitach. Kawałki, w których Ali czule i z wyczuwalnym bólem opisuje ludzkie tragedie… jak również takie, w których werbalnie niszczy przeciwników, nie zostawiając na nich suchej nitki. Płyta zawiera minimalną ilość gości, oddając Alemu palmę pierwszeństwa i szerokie pole do popisu. Technicznie gospodarz nie zawodzi, a wszyscy ci, którzy kręcą nosem, mówiąc, że rapuje jednostajnie – zapraszam do odsłuchania „Gather Round” czy też „Won More Hit”.

Znacznie ważniejszą jednak sprawą jest nie to, JAK Ali rapuje – lecz o czym. „Mourning in America” to najbardziej upolitycznione dzieło w dorobku Alego. Patrząc na świat, obserwując niesprawiedliwość, korupcję, terroryzm – Ali spisuje wszystko, nie szczędząc gorzkich słów – singlowy „Mourning in America” to najlepszy przykład:

„See the anguish of the parents
When they’re carrying the body of the baby that they cherish
When innocent people perish
It’s a thin line between a soldier and a terrorist”

Ali na “MiA, DiC” przywdziewa nie tylko maskę wściekłego na cały świat “mściciela”, nawołującego do walki z niesprawiedliwością. Są tu również utwory osobiste – znakomity „Stop the Press”, w którym Ali opowiada, co działo się przez trzy lata jego nieobecności, oraz jeden z moich ulubionych kawałków – „All You Need”, który Ali dedykuje swojemu synowi. Znalazło się nawet miejsce dla inteligentnego humoru w „Need a Knot”.

Wspomniany „All You Need” dobrze oddaje, jaki jest charakter całego albumu. Ali wyjaśnia, że ma nadzieję na lepsze jutro, wszak oddaje się również „Dreaming in Color”. Pierwsza zwrotka „All You Need” to depresyjna historia wypadku małego Faheema (syna Alego) – jednak zaraz potem Ali pociesza go, mówiąc, żeby mimo bolesnej przeszłości iść naprzód i znaleźć siłę w pięknym wschodzie słońca. „My Beloved” to deklaracja bezwarunkowej miłości, a „Singing this Song” – pragnienia bycia lepszym. Warstwa tekstowa albumu jest znakomita, pozytywna i interesująca i za nią daję wielki plus.
Wreszcie, last but not least – produkcja. Tutaj niespodzianka – tym razem nie zajął się nią Ant z Atmosphere, który do tej pory produkował albumy Brothera. Beaty dostarczył inny kolega z Rhymesayers – Jake One, znany z mocnych, klasycznych, boom-bapowych produkcji. Czy poradził on sobie lepiej od Anta?

…I tak, i nie. To już zależy od preferencji słuchacza. Ja nigdy nie byłem przesadnym fanem pana od „White Van Music” – nie jest on okropny (przeciwnie, to zdolny beatmaker), ale jakoś szczególnie mnie tez nie porusza. Znacznie bardziej wole delikatniejsze, dopracowane, „subtelniejsze” beaty Pana Mrówki. Pamiętacie niesamowicie wkręcające się „Breaking Dawn” czy melancholijne „Babygirl” z przepiękną gitarką? Tu niestety nie znajdziecie takich kawałków. Nie twierdzę jednak, że Jake spartolił sprawę – wcale nie, odwalił kawał dobrej roboty. Beaty są mocne, miejscami iście potężne („Mourning in America”), wsparte niekiedy gitarką (świetne „Gather Round”), sporo jest chórków (choćby w „Namesake”) i klasycznej, samplowej magii („All You Need”). Ogółem jest dobrze, jednak jeśli rozpływałeś/aś się przy produkcjach Anta – poczujesz się lekko rozczarowany/a. Są tu świetne beaty, są średnie, są tez niestety po prostu słabe („Won More Hit”, trochę też za bardzo southowy „Need a Knot”).

Reasumując – „Mourning in America and Dreaming in Color” to dobra płyta, jedynie lekko rozczarowująca od strony produkcji. Czy jest to najsłabsza pozycja w dyskografii Alego? Kwestia gustu. Jeśli nawet, to w stopniu minimalnym. Polecam, ode mnie 4 na 6.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza