poniedziałek, 4 listopada 2013

Brakakaka i nie tylko - recenzja albumu "Takie Rzeczy"

Radomski raper Kękę, „luźnymi” utworami wypuszczanymi do sieci zdążył sobie zjednać ogromną rzeszę odbiorców. Wielkie oczekiwania związane z albumem „Takie rzeczy”, wydanym w Prosto Label, nie są, więc dziełem przypadku. Bujający głową a zarazem szczery do bólu krążek to mieszanka imprezy, patriotyzmu, przemyśleń rapera  jak i codziennych spraw, które dzięki charakterystycznemu flow Kękę komponują się w spójną całość.


Album otwiera kawałek „Nigdy dość” – najlepszy wybór na początek płyty. Szczere wyznanie miłości do rapu i tego ile zawdzięcza rapowaniu. „Moje wyznanie wiary, moja modlitwa do Nieba,  jak mam być szczery to nagram, jak nieszczerym to jebać”. To tylko mały ułamek treści zawartej w „Nigdy dość”. I choć otwarcie albumu jest tak mocne, to pozostała część krążka również broni się doskonale.

Utwór „Zostaję” być może niezbyt oryginalny w przekazie daje poczucie tego jak zwykłym (w najlepszym tego słowa znaczeniu) gościem jest radomianin, a „Ja się pytam” to koncertowa bomba z przekazem , którą najlepiej określają wersy rapera – „bądźmy sobą miejmy więcej” i „gdzie ten szmal Kęki chce go mieć, za ten dojebany rap się należy mnie”

Jeśli chodzi o imprezowe perełki to na tym się nie kończy. Dla ludzi którzy nie potrafią jeszcze zdefiniować brakakaka polecam jeden z singli, czyli „Trasę”, gdzie Kękę wyjaśnia to pojęcie dobitnie.  „Wszystko Pięknie” czyli wesoła historia zachowana w chillowym klimacie to idealne połączenie swobodnego flow z fantastycznym lekkim bitem, a szlagierowy już kawałek „Nie Wiedziałaś” nie pozostawia żadnych wątpliwości i zaprasza do imprezowania.

Ale oprócz imprezowania Kękę swoimi trackami namawia nas również do refleksji – takimi utworami jak niesamowity pod każdym względem począwszy od tekstu po bit aż po podniosły klimat „Jeden kraj”, „Iskrę” czy bardzo odważną „Krucjatę” w której autor wylewa frustrację i wściekłość jednocześnie deklarując gotowość do obrony swoich ideałów.

Recenzując „Takie rzeczy” nie sposób nie napisać o jeszcze innym obliczu radomskiego rapera. Otóż w utworach „Dużo Nie Trzeba” czy zamykające album „Dziękuję” dostajemy odskocznię od melanżowania i głębokich refleksji. Raper w ciepły sposób wspomina czasy gdy był małolatem, odkrywając przed słuchaczami nową twarz. „Byliśmy ledwo duzi i niewinni jak to buzi w deszczu” – rapuje pisząc o przyjaciółce z dawnych lat.

Otwartość i bezpośredniość radomianina wciąga słuchacza w jego świat i zbliża do samego autora, który przedstawił się legalnej scenie nie tylko jako miłośnik brakakaka, ale również jako normalny człowiek kochający swoją rodzinę, kraj i swoje miasto. Ta zwykłość ujmuje najbardziej. Bo jest czymś świeżym w polskim rapie i jestem przekonany, że dzięki niej Kękę zyska nowych fanów. „Zwykłe chłopaki nie żadne odmieńce” rapuje odnosząc się do klasyki polskiego rapu.

Słuchając „Takich Rzeczy” można odnieść wrażenie, że nie ma tu żadnej rewolucji. Jest za to swoboda i umiejętność odnalezienia się w każdej stylistyce. Mimo czasem bardzo skrajnych tematów (np. „Nie wiedziałaś” i „Nigdy dość”) właśnie ta swoboda jest łącznikiem spajającym całość. Szkoda tylko, że poziom produkcji jest nierówny, ale miejmy nadzieję, że na następnej płycie będzie pod tym względem lepiej i, że otrzymamy brakującą „kropkę nad i”. Nie przeszkodziło to jednak w tym, by „Takie rzeczy” postawić na wysokiej półce. 8/10.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza